JennyPrinter Z360 – recenzja chińskiej kopii Ultimakera 2+ Extended

Miało być jak nigdy, wyszło jak zawsze.

Dostałem do złożenia drukarkę, która z pozoru wyglądała na podobną do Ultimakera. Drukarka ma teoretycznie wszystkie parametry takie same jak oryginalny UM2E, jednak jest dostosowana do filamentu 1,75mm. JennyPrinter Z360 można znaleźć na „chińskim allegro” za ok $900, czyli około 4000zł licząc z przesyłką itp. Czy warto?

Ale już na starcie coś mi nie pasowało – było za dużo części. W pakiecie z drukarką dostałem elementy do złożenia górnej pokrywy oraz przednie drzwi, co miało sprawić, że komora będzie zamknięta z każdej strony. Moją uwagę przykuł również fakt, że cały printhead – zespół drukujący (karetka z łożyskami i obie głowice) przyszedł już zmontowany. Ucieszyłem się, bo stwierdziłem, że będę miał mniej roboty.

Oczywiście w pudełku nie było instrukcji montażu, lecz nauczony doświadczeniem z chińskimi maszynkami włożyłem załączoną kartę SD do komputera – bingo! Był pdf z instrukcją montażu – od oryginalnego Ultimakera. Oraz jednostronicowy pdf z erratą, w której było wyjaśnione co jest zmienione.

I to był błąd. 

Mechanika

Paczkę z częściami wyładowałem na kuchennej wyspie, bo moje laboratorium było zawalone innymi drukarkami. Uznałem, że to robota na jeden wieczór i po prostu przyciągnąłem cały wózek warsztatowy planując złożenie do końca przed kolacją.

Zaczęło się od tego, że ścianki z dibondu (w odróżnieniu od oryginału, tutaj wszystkie są z niego wykonane), były niedokładnie wyfrezowane – materiał pozostał w niektórych otworach i musiałem go wydłubywać.

Później okazało się, że niektóre otwory są źle nagwintowane, więc zaliczyłem jeszcze szybką wyprawę lirła merlę po zestaw gwintowników.  Swoją drogą – nie kupujcie zestawu gwintowników za 100zł, bo zamiast gwintować otwór gwintownikiem, rozgwintowałem gwintownik otworem…

>>

Kwadratowe nakrętki do umieszczania w dibondzie były… mało kwadratowe i mam wrażenie, że jakieś małe chińskie dziecko siedzi i wycina każdą ręcznie za miskę ryżu. Pozostawiały wiele do życzenia, dlatego zrozumiałem, czemu jest ich tak dużo. W końcu po co przeprowadzać w fabryce kontrolę jakości i odrzucać nieudane egzemplarze, skoro można wysłać klientowi na zapas, żeby zrobił to za nas? #chinaquality

Elektronika

Montując elektronikę, zauważyłem dość osobliwą rzecz – na stepstickach od osi X i Y były przylutowane przewody – dosłownie jedna z nóżek scalaka była zdrutowana do goldpinu. Najpierw myślałem, że zostały błędnie zaprojektowane i tak naprawiono pominiętą ścieżkę. Ale jak wypiąłem stepstick i zobaczyłem brak miejsca na zworki, uświadomiłem sobie – mikrokrok ustawiany lutownicą! Padłem i nie wstawałem.

Gdy prowadziłem wiązki przewodów, byłem pozytywnie zaskoczony po przeżyciach przy montażu Flyingbeara – tym razem nie oszczędzano aż tak na przewodach i wszystkie dosięgnęły sterownika bez przedłużania. Ba! Wiązka od heatbedu oraz wiązka od printheadu były puszczone w plecionych oplotach, co nadawało wygląd „pro”. Szkoda tylko, że na końcach oplotów były trytki zamiast termokurczy, więc nylonowe nitki sterczały na wszystkie strony jak siano. Na minus mogę uznać również fakt, iż niektóre przewody były bardzo cieniutkie (zwłaszcza od czujników temperatury i nadmuchu głowicy), co powodowało u mnie uniesienie brwi pełne zwątpienia w trwałość urządzenia po paru godzinach pracy.

Cały montaż elektroniki przebiegł bez większych przygód. Poza faktem, że zamontowanie elektroniki wszystkimi złączami do drukarki doprowadzało mnie do furii, bo do każdej ingerencji w elektronikę trzeba ją odkręcić. Ale to fanaberia z oryginalnego Ultimakera, więc tego nie powinienem się przyczepiać.

Pierwszy start

Przygotowałem radośnie dwie szpule filamentu, dimafix, szpachelkę, laptopa, kubek kakao, kocyk, czekany, zestaw do szydełkowania… No, po prostu zgarnąłem wszystkie potrzebne do druku akcesoria i z pozytywnym nastawieniem uruchomiłem drukarkę. I co?

  • 珍妮全系列:
  • 技术领先、企业级应用的珍妮五代
  • 模块化设计、发烧级配置的珍妮四代
  • 外观简约、性能稳定的珍妮三代
  • 低调从简、表现优异的珍妮极简版

 

>>

Ktoś mądry wgrał firmware w chińskiej wersji. Na OLEDzie bolało to nawet bardziej, bo nie mogłem wyklikać zmiany języka. W Marlinie czegoś takiego chyba nie ma (tak, ja zły, fanboy Repetiera). Szukałem na stronie producenta, ale ona też była jednym wielkim krzaczkiem, więc pobrałem oryginalny firmware od Ultimakera. Oczywiście okazało się, że są inaczej ustawione mikrokroki, no i był problem z tym, że jest inny ekstruder, ale po chwili pobrałem kod źródłowy Marlina i zacząłem dłubać sam w configu. Udało się ruszył.

No to lecimy z wydrukiem. Albo i nie.

Wypoziomowałem stół, załadowałem filament, chciałem wykonać pierwszy wydruk i… Okazało się, że głowica jest do niczego i ani jedna, ani druga dysza nie dawała sobie rady z filamentem. A próbowałem różnych filamentów. Nawet wykręciłem dysze i wkręciłem inne. Grzałem do granic możliwości. Nic. Radełka ekstruderów ślizgały się po filamencie mimo różnie ustawianego docisku. Rozebrałem osłony silników, zdjąłem ekstruder i obejrzałem radełko. Było… tępe. Wymieniłem je na inne, od ekstrudera MK8 i było już lepiej – teraz zamiast tego silnik gubił kroki. Nakleiłem na stepstick radiator i podkręciłem prąd, więc dla odmiany silnik zaczął mielić filament radełkiem.

Nie pozostało nic innego – przeszczep głowicy. 

I w taki oto sposób chińska podróbka Ultimakera dostała chińską podróbkę E3D V6. Nie było już dwóch głowic, ale właścicielowi wcale nie był potrzebny druk dwugłowicowy. Po wydrukowaniu odpowiedniego mocowania, kolejnych bojach (musiałem wepchnąć PT100 do bloku grzejnego V6 w miejsce NTC100k), oraz kilku testach, wydruk ruszył już bez problemów. Jednak jakość wciąż nie była idealna – głowica powinna zostać zastąpiona oryginalnym E3D V6 wraz z Titanem na pokładzie, jednak w przypadku tej drukarki nie było sensu pakować coraz większego budżetu w jej konstrukcję. Już lepiej zbudować coś sensownego od podstaw, bo za 5000zł (Jenny, V6, Titan…) można spokojnie postawić jakieś fajne coreXY z MKS Sbase i prowadnicami IGUSa.

Podsumowanie

Drukarka po modach przeszła pozytywnie testy druku (kostka 20mm, słupki retrakcji, voronoi tower). Wylądowała wraz z Flyingbearem na palecie i kurierem poleciały do właściciela.  Jednak jakość wydruków można ocenić na 6,5/10. W tej samej kwocie można dostać używanego Zortraxa M200, więc wnioski nasuwają się same.

Chcesz kupić Jenny Printer? Moja rada jest prosta

„No nie, no po prostu kurwa no nie!”

Jeśli przymierzasz się do zakupu drukarki i nie wiesz, jaką wybrać, bądź kupiłeś i nie umiesz złożyć, lub, co najgorsze, złożyłeś i nie działa poprawnie – pisz do mnie na kontakt@maciejdrukuje.pl Chętnie doradzę i ewentualnie pomogę.

Almost done. Tests tomorrow. #ultimaker #clone #3dprinter #assembly #3dprinting #maciejdrukujepl

Post udostępniony przez Maciej Mosak (@mosi2323)