Zortrax M200 – subiektywna recenzja i kilka podpowiedzi.

Dawno nic tutaj nie klepałem, bo od kiedy kupiłem sobie Zortraxa pod choinkę, tak cały czas próbuję go zajechać. Przedrukowałem na nim od tamtej pory już 650h, więc uważam, że mogę się względnie wypowiedzieć na jego temat. Zróbcie sobie kawę, herbatę ewentualnie coś do jedzenia, bo zamierzam się rozgadać.

Pierwsze wrażenie
Wyjmuję drukarkę z paczki, i już na tym etapie jest efekt „wow”. Wszystko pięknie, estetycznie zapakowane, schludne pudełko, wewnątrz docięte gąbeczki, drukarka aż błyszczy swoją jaskrawą czernią… Zgodnie z instrukcją producenta mocuję platformę roboczą (nasuwam ją na 3 wystające bolce, magnesy neodymowe robią resztę za mnie).
Podpinam dwie wtyczki i drukarka jest w zasadzie gotowa do pracy. Poczułem się trochę niezręcznie, bo jestem przyzwyczajony do drukarek, które trzeba skręcać przez kilkanaście godzin przed pierwszym uruchomieniem (Vertex i około tysiąc śrubek pozdrawiają…), więc ręce mnie nosiły, ale postępowałem dalej z instrukcją. Włączyłem autopoziomowanie, grzeczna drukarka wykonała pomiary w 5 punktach a następnie poprosiła mnie o dokręcenie jednej śrubki, odkręcenie drugiej, ponownie zmierzyła i podziękowała.
Podczas gdy piękny Zortrax stał grzecznie na stole ociekając zajebistością, pobrałem Z-Suite i zgodnie z prośbą wklepałem numer seryjny aby aktywować oprogramowanie. Tutaj efektu „wow” już nie było, bo wcześniej bawiłem się Z-Suite Demo i już mniej więcej znałem program.
Z-Suite
Slicer napisany przez programistów Zortraxa jest programem odpornym na głupotę użytkownika. Możemy tutaj załadować obiekty, które same zostają rozmieszczone na platformie, obrócić je, przesunąć oraz przeskalować i przyciąć. Gdy robimy coś niegrzecznego, jak naniesienie dwóch elementów na siebie albo wystawienie poza pole robocze, Z-Suite zmienia kolor elementu na czerwony, delikatnie sugerując nam, żebyśmy się ogarnęli.
Po rozmieszczeniu elementów klikamy „print”, aczkolwiek wbrew temu, co mówi przycisk, ku naszemu zaskoczeniu, drukarka nic nie robi, natomiast w programie otwiera się dodatkowy pasek menu, pozwalający dobrać parametry wydruku. Szału nie ma, ale do podstawowej pracy wystarcza. Mamy do wyboru w chwili obecnej 6 presetów materiałów (Z-ABS, Z-GLASS, Z-HIPS, Z-PCABS, Z-PETG, Z-ULTRAT), zależnie od wybranego materiału wybrane grubości warstwy (0.09mm, 0.14mm, 0.19mm,… , 0.39mm). Oraz jakość „high” oraz „normal” oznaczające tak naprawdę jedynie prędkość drukowania.
Dalej, decydujemy o ilości wypełnienia (niestety zamiast suwaka od 0 do 100% możemy wybrać jedynie „MAXIMUM”, „HIGH”, „MEDIUM”, „LOW”, a w trybie „advanced” również „mesh” i „shell”). Możemy też wybrać od jakiego kąta nawisu ma być generowany materiał podporowy (od 0 do 80 stopni, co 10), przełączyć w tryb oszczędnego supportu (samo wypełnienie bez obrysu), a także ustawić, o dziwo już suwakiem, moc chłodzenia (jest opcja „auto”, jeśli nie chce nam się myśleć).
Poza dodatkowymi wypełnieniami, opcja „advanced settings” daje nam też możliwość ustawienia zewnętrznych i wewnętrznych offsetów (przydaje się przy spasowywaniu dwóch elementów), ilość dolnych warstw drukowanych na 100% oraz możliwość wyłączenia funkcji „smart bridges”.
Po pocięciu elementów (tutaj muszę trochę ponarzekać, bo cięcie potrafi trwać nawet kilkanaście minut przy skomplikowanych kształtach, aczkolwiek duży poziom automatyzacji doboru ustawień chyba miał na to wpływ), mamy możliwość selektywnego wyboru podglądu, wstawienia pauz do wydruku (gdy wydruk dojdzie do określonej warstwy, drukarka sama wstrzymuje drukowanie, co pozwoli np. na zmianę filamentu), a także przeliczenia kosztu materiału (niestety kalkulator jest dedykowany pod szpule Zortraxa i zakłada, że szpulka to 800g).
Pierwsze wydruki, piracenie filamentu
Teoretycznie, drukarka Zortrax M200 jest przeznaczona wyłącznie do pracy z filamentami Zortraxa. Nie ma jednak żadnej sprzętowej blokady typu czytnik chipów, więc można eksperymentować ze wszystkim co się nawinie i względnie będzie pasowało do któregoś z profili.
Jako, że do tej pory byłem fanatykiem PLA, to nie miałem za dużo dobrego ABSu do druku i postanowiłem trochę eksperymentować. Zacząłem od standardowego modelu Zortraxa – łożyska kulkowego drukowanego w jednej części. Pierwszy filament, jaki mi się nawinął pod rękę to był HIPS od Barrusa. Ustawiłem w Z-Suite warstwę 0.09mm, profil Z-Hips i jazda. Po 4h zdjąłem wydruk z platformy i szczęka mi opadła. To był ten moment, kiedy dotarło do mnie, że odnalazłem swój sens istnienia. Że wydruki mogą być piękne, bez warstw, bez paskudnego błyszczenia w każdą stronę. Siedziałem zahipnotyzowany przez godzinę i toczyłem mózg tocząc łożysko w palcach.
Okazało się, że łożysko świetnie się nadaje do testowania filamentów pod Zortraxa, bo można na nim sprawdzić jak się drukuje drobna kula (zapadający się przegrzany filament), jak wygląda powierzchnia łożyska (nierównomierna średnica filamentu), oraz jak się odrywa raft od małej i dużej powierzchni. W ciągu następnych dwóch dni wkładałem do drukarki wszystkie możliwe materiały jakie miałem pod ręką (PRO3D, Flashforge, Plastspaw, Wolfix, Devildesign, Spectrum… pod koniec byłem bliski włożenia nawet żyłki do kosiarki i węża od prysznica bo akurat były pod ręką), a na biurku powoli rósł stosik mniej i bardziej udanych łożysk.
Wynik był taki, że Wolfix nie radził sobie na presecie Z-ABS i raft odchodził razem z połową wydruku z powodu przegrzania, następnie spróbowałem za sugestią kolegi Marcina puścić na presecie Z-Ultrat i już było lepiej, ale dalej jakoś mi się nie podobało. Flashforge mi się spodobał, ale miałem go tylko trochę. PRO3D i Spectrum zdążyłem wydrukować tylko na presetach Z-ABS i wyszło średnio, chciałem ponowić na Z-HIPS i Z-Ultrat, ale zabrakło materiału. Na pewno to nadrobię.
Plastspaw wychodził okropnie – o ile sama powierzchnia była ślicznie gładka i matowa, tak cały wydruk pękał jak szalony a raft odchodził z dolną warstwą niezależnie od presetu. Tak czy siak, podrukowałem z niego kilka dziwnych rzeczy jak np 60-godzinny wydruk czaszki. Najbardziej zaskoczył mnie (pozytywnie) ABS+ od Devila i od tamtej pory drukowałem głównie z niego (teraz idą do mnie rolki Spectrum i będę miał okazję go przetestować w większej ilości, dodatkowo dostałem więcej próbek od PRO3D i też czekają na swoją kolej).
A jak z oryginalnymi materiałami?
Po jakimś czasie zgłosił się do mnie kolega, abym wydrukował mu elementy do D-Bota, więc powiedziałem, że spoko, ale ma mi kupić Z-Ultrat. Byłem już wtedy po lekturze broszury Zortraxa i pokładałem w tym materiale duże nadzieje. Całe moje zderzenie z rzeczywistością można podsumować słowami „miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze”. Ultrat się podwijał i pękał, mimo, że platforma była wypoziomowana, wyczyszczona i praktycznie już pływała w Dimafixie, a drukarka nie stała na balkonie, tylko w pokoju ze stałą temperaturą 20-22 stopni. Po puszczeniu kilkuminutowej wiązki, skoczyłem do Tomka z tdi-cad.pl po szpulkę Devila w odpowiednim kolorze. Puściłem wydruk i… bingo! Aż napisałem do Marka na fejsie, że jego ABS+ jest lepszy od Ultratu 😀
Na chwilę obecną na tym się skończyła moja przygoda z materiałami od producenta, ale nie ukrywam, że pewnie jeszcze do nich wrócę, żeby poznać wszystkie.
Odnośnie skurczu materiału – panele boczne
Kupiłeś Zortraxa? Kup panele boczne. Nie czekaj ani minuty, po prostu je kup. Zaufaj mi. Męczyłem się bez nich pierwsze dwa miesiące i o ile mniejsze wydruki były spoko, tak duże obudowy potrafiły popękać. W końcu wybrałem się do Piotrka i jego firmy 3dl.tech po panele i to był strzał w dziesiątkę. Zapłaciłem 220zł, ale zdecydowanie było warto. Jak je zakładałem to było mi tak dobrze, jak nawet nie było po zjedzeniu 10 pączków z okazji tłustego czwartku tego samego dnia. Wydruki przestały pękać, drukarka zaczęła wyglądać jeszcze lepiej, pies sąsiadów ciszej szczeka, moje auto dostało dodatkowe 10 koni mechanicznych, woda stała się bardziej mokra i koszule zaczęły mi się same prasować.
A tak już poważniej, to wcześniej byłem sceptycznie nastawiony, bo uznałem, że przecież od góry i tak nie będzie osłonięty i ciepło będzie uciekać, ale jak założyłem i w połowie wydruku poczułem bijące z drukarki gorąco, to uświadomiło mnie to, że jednak panele działają.
A co z modyfikacjami nieoryginalnymi? Może by tak jakieś PLA? 
Zacząłem się tym interesować już przed kupnem drukarki. Istnieją modyfikacje sprzętowe typu Z-Temp, pozwalające oszukać odczyt czujników, aby podnieść lub obniżyć temperaturę, bądź wysokość stołu. Wpina się je po drodze sensora, tak, aby wprowadzały zmiany w sygnale, jaki dociera do płyty głównej. Jest to metoda trochę chałupnicza, ale względnie skuteczna. Autorzy niestety cenią się za know-how i za kontrolę temperatury głowicy i stołu zapłacimy $159, za podgląd tej temperatury $99, za kontrolę wysokości stołu $65. Jedyny plus jest taki, że całkowicie gratis można pobrać z ich strony skrypt „RaftAway”, który usuwa z naszego .zcodu opcję raftu.
Istnieje też modyfikacja programowa, jaką jest Z-Mod. Jest to scrackowana wersja Z-Suite, która posiada możliwość tworzenia własnych plików z presetami. Kosztuje 100 EUR i jedyny sposób jej nabycia, to znalezienie odpowiedniej grupy na facebooku, następnie zainstalowanie komunikatora Telegram, znalezienia znajomego autora, wysłanie mu przelewu, wtedy on daje znać autorowi i dostajemy licencję. Dość szemrany interes, więc na razie się powstrzymuję. Jednak pokusa jest olbrzyma, bo wg zapewnień twórcy softu możemy zmieniać gęstość wypełnienia, kształt wypełnienia, formę podpór, wysokość warstwy, obecność raftu, temperatury… I żadnych guziczków – wszystkie wartości wprowadzamy precyzyjnie z palca, jakie tylko chcemy.
Właśnie. Obie modyfikacje kuszą mnie z dwóch powodów:
1. Druk z PLA
2. Pozbycie się raftu.
Dlaczego?
Raft
Przed napisaniem tego akapitu musiałem wyjść na papierosa, wrócić, pójść przebiec 10 kilometrów, wziąć prysznic, policzyć do 10 i wziąć kilka głębokich wdechów. Od dwóch miesięcy, kiedy słyszę słowo „raft”, zaczynają mi się jeżyć włosy na rękach, dostaję nerwowego tiku lewego oka i leci mi piana z ust, a rozbiegany wzrok szuka w pobliżu ostrego narzędzia…
Z założenia, raft miał być elementem ułatwiającym drukowanie – zadrukowujemy całą powierzchnię pod wydrukiem z lekkim marginesem kilkoma warstwami materiału dla zniwelowania nierówności i zwiększenia przyczepności podłoża. Na tym drukujemy wydruk właściwy, po czym odrywamy wydruk razem z raftem, odłamujemy raft od wydruku i wrzucamy do kosza. W teorii pięknie, prawda? Ta.
W praktyce, w większości przypadków zdejmowanie raftu wymaga od nas 10 minut pracy ostrym narzędziem, a jego przyczepność określona może zostać w kurwach na sekundę padających przy tej czynności. Czasem udaje się oderwać raft jednym wprawnym ruchem, w innych przypadkach pomaga podważenie szpachelką, natomiast zdarzają się sytuacje, gdzie trzeba szpachelką walić w łączenie raftu z wydrukiem przez 10 minut, następnie wydrukiem o stół przez 5 minut i głową w ścianę przez minutę. A finalnie zostaje romantyczny wieczór z papierem ściernym o gramaturze 40.
Ale najgorszy scenariusz jest, kiedy pada tylko jedno „kurwa”, jednak tak głośne, że słyszą to sąsiedzi. Mieszkający w innej dzielnicy. Dzieje się to, gdy raft z pozoru odchodzi łatwo, jednak ten podstępny kamikadze idąc do kosza zabiera ze sobą kawałek wydruku. No po prostu po 10h drukowania odrywamy sobie spokojnie raft, a tu nagle cały sens istnienia idzie się paść, bo widzimy prześwitujące z wydruku wypełnienie. Koszmar. Dlatego właśnie chcę mieć możliwość druku bez raftu.
One cannot simply print raftless.
Dwa sposoby już opisałem – można pobrać skrypt ze strony Z-Temp, albo kupić Z-Mod. Jednak w obu przypadkach pojawia się jeszcze problem związany z tym, że plaftorma perforowana nie przestała być perforowana i na dole wydruku będą gęsto usiane grudki niczym pryszcze licealisty.
Ale jest jeszcze jedna sztuczka. Raft ma grubość ok 1.6mm. Jeśli jesteś elektronikiem, to prawdopodobnie już skojarzyłeś, jeśli nie, to już mówię. 1.6mm to bardzo popularna grubość laminatu używanego do robienia płyt PCB – można go tanio kupić w różnych rozmiarach. Na czym więc polega sztuczka? Ano na tym, że pauzujemy wydruk tuż po wydrukowaniu raftu (można ręcznie, można przez Z-Suite), a następnie odrywamy raft z platformy i przypinamy do niej klipsami arkusz laminatu pokryty Dimafixem. Wznawiamy wydruk i powstaje śliczna powierzchnia, aż palce lizać. Powierzchni lepiej nie, bo jest na niej Dimafix.
Bezawaryjność
Za to akurat muszę pochwalić Zortraxa. Drukuje u mnie dwa miesiące dzień w dzień i nie mam z nim żadnych problemów. Dysza się nie zatyka, silnik extrudera zawsze idealnie chwyta filament, a jedyne co musiałem na razie zrobić to wyczyszczenie platformy, bo pod płytę perforowaną dostają się grudki materiału i ją wybrzuszają. Cała czynność ogranicza się do odkręcenia 16 śrubek trzymających płytę perforowaną, zdjęcia jej, oskrobania platformy grzewczej na gładko, a następnie oskrobania płyty perforowanej i przetkania dziurek igłą.
Podsumowując
Pożegnaj się z drukiem z PLA, chyba że chcesz wywalić kilka stówek na pirackie przeróbki drukarki bądź softu.
Kup osłony boczne zanim odpakujesz drukarkę.
Kup Dimafix. Dużo Dimafixu. Morze Dimafixu. Zacznij go używać zamiast dezodorantu i przypraw. Niech wszędzie będzie Dimafix!
Przygotuj sobie zaostrzoną szpachelkę. Jeśli nie wylądowałeś przynajmniej dwa razy na szyciu w szpitalu, to Twoja szpachelka jest tępa.

Powodzenia i śmiało pisz na kontakt@maciejdrukuje.pl jeśli masz jakieś pytania!

BTW – planuję zrobić własne mody do temperatury i wysokości stołu + platformę bez perforacji. Stay tuned!

Orzeł wylądował. #zortrax #m200 #unboxing #3dprinting #maciejdrukujepl

Post udostępniony przez Maciej Mosak (@mosi2323)

To print or not to print? #abs #cracked #skull #zortrax #m200 #3dprinting #maciejdrukujepl

Post udostępniony przez Maciej Mosak (@mosi2323)

Definitely time to clean up build platform… #zortrax #m200 #3dprinting #maciejdrukujepl

Post udostępniony przez Maciej Mosak (@mosi2323)

Jaram się. #zortrax #m200 #covers #upgrade #3dprinting #maciejdrukujepl #3dprinter

Post udostępniony przez Maciej Mosak (@mosi2323)

Endless printing. #zortrax #m200 #z-ultrat #devildesign #3dprinting #maciejdrukujepl

Post udostępniony przez Maciej Mosak (@mosi2323)