To nie tak jak myślisz… czyli prawo Murphy’ego.

Gorączka przedświąteczna. Bombki, choinki, bałwanki, ramki na zdjęcia… Każdy coś nagle chce. Do tego szał inżynierek – model samolotu, robot myjący okna wieżowców i parę innych. Łącznie mam do przedrukowania przez najbliższe 2 tygodnie ładnych parę szpul materiału, więc czas odpalić wszystkie rezerwy – Vertex znalazł już nowy dom, Prusa i Gate pracują bez przerwy na pełnych obrotach. Ultimaker czeka na przeszczep głowicy, druga Prusa czeka na przeszczep endstopów, Zmorph leży w kawałkach, Rostock Pro patrzy na mnie smutnie i pyta kiedy dostanie nowy sterownik, a Rostock Mini leży połamany od czasu bolesnego powrotu z targów w Warszawie. Czas pożyczyć sobie dwa Monkeyfaby z zasobów Rapid Troopers i zaprząc je do roboty.

Przywiozłem je do domu w piątek, prosto z Narodowego Kongresu Nauki, gdzie prężnie pokazywały możliwości Rapid Troopers przez 2 dni. Nowy monkey bez problemu ruszył natychmiast z drukowaniem breloczków na niedzielną konferencję TEDx, ale ze starym był problem. Uparcie po zadaniu temperatury 200 stopni rozgrzewał głowicę do 250 i wyrzucał błąd. Było to związane z tym, że parę dni wcześniej wymieniliśmy grzałkę na nową, bo poprzednia odeszła do krainy wiecznych wydruków.

Siadam więc koło niego jak kumpel przy kumplu, z pokalem złotego trunku, jak na piątek wieczór przystało u studenta i mówię:
– Monki, nie wygłupiaj się, ładnie grzej, jak Cię tatuś prosi – powiedziałem spokojnie.
Ale Monkeyfab mnie nie słuchał. Uparcie grzał do 250, czasem 240. Już wiem jak się czuła moja mama te 10-12 lat temu jak mówiła mi zimą, żebym założył czapkę i szalik. Jak grochem w stół grzejny, czy coś.

Myślę sobie, może to PID, to skalibruję i będzie cacy. Wyklikuję w menu konfigurację PIDa w myślach rzucając niezbyt miłe epitety w stronę osoby, która zaprojektowała ten nieszczęsny enkoder. Zmieniam nastawy, uruchamiam ponownie drukarkę, włączam grzanie i… dupa, dalej to samo. Wracam do ustawień PIDa, a tu suprajs – ustawienia które wprowadziłem, nie zapisały się. „Tak łatwo ze mną nie wygrasz” – pomyślałem, po czym podpiąłem się laptopem po USB z zamiarem zmian zawartości EEPROM z poziomu Repetier-Hosta. „Tak łatwo ze mną nie wygrasz” – pomyślała drukarka, po czym zwróciła nieznaną sygnaturę urządzenia Windowsowi, który zaczął na mnie krzyczeć obrażony, co ja mu podpinam.

No dobra, czas zajrzeć mu w bebechy i zobaczyć, na czym ta metalowa gnida stoi. RUMBA board. Słyszałem, ale pierwszy raz mam z nią styczność. Szybki rzut oka na wiki.reprap.org i już wiem, że nie będzie łatwo. Ktoś postanowił, że translację z USB na UART zrobi poprzez AT16U2 zamiast chipu FTDI, bo czemu nie. Są nawet jakieś zzipowane drivery do pobrania, więc zasysam i rozpakowuję. Cieszę się już po cichu, bo liczę na to, że za chwilę się skończy moja przygoda i drukarka wróci do roboty, ale oczywiście nie może być tak łatwo. Drivery nie współpracują z Windowsem 10, a zwłaszcza z wersją 64-bitową.

Jak nie można wprost, to trzeba się nagimnastykować – instaluję VMware, stawiam wirtualną kopię Windowsa XP i próbuję tutaj. Ale Windows 10 chyba zrobił się zazdrosny, że już mu nie poświęcam uwagi, bo postanowił, że nienienie, on mi urządzenia bez poprawnej sygnatury nie zmapuje. Mam już tego dość, bo jest po 22, a ja walczę od 17. Żalę się kumplowi, że nie wychodzi i zaraz dam sobie spokój na dziś, ale on mnie motywuje:
– Masz być jak… bulterier!
– Będę.
– Jak wściekły byk!
– Będę!
– Jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”!
– BĘDĘ!

No to kolejna opcja – odpalę zakurzone Raspberry PI i zrobię to pod Linuxem. No ale przecież prawo Murphy’ego wyraźnie mówi, że jak się sypie, to wszystko – oczywiście karta pamięci z Raspbianem umarła. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – postawię sobie wreszcie OctoPi. Pobieram obraz OctoPi, szukam w sieci narzędzia do wypakowywania obrazów na kartę, znalazłem. No i oczywiście program do obrazów nie działa pod Win10. W ostatniej chwili przypomniałem sobie, o wirtualce postawionej wcześniej, więc odłożyłem na bok siekierę, którą trzymałem już uniesioną nad laptopem i zrobiłem to z poziomu XP. Ale oczywiście Linux też nie widział urządzenia poprawnie.

Myślę, jak to obejść i ostatnia nadzieja – skoro AT16U2, to Atmel, to może zainstaluję Atmel Studio i zagada. Znalazłem, pobrałem, zainstalowałem, przy okazji poinstalowały mi się drivery, toolbary, wyszukiwarka, strona główna, tapeta na pulpit, nowe ustawienia programów w pralce i przyczłap do bulbulatora. Sygnatura dalej nie rozpoznana. Jestem już bliski rozcięcia frezem linii TX i RX na płytce i wlutowania się tam z zewnętrzną przejściówką USB-UART (na FTDI a nie jakichś wynalazkach), ale sprawdzam jeszcze jedną rzecz – wymieniam przewód microUSB na inny.
– Kurwa, no nie wierzę, no po prostu nie wierzę! Działa! – rozległo się o 1 w nocy prawdopodobnie na całym osiedlu.