Dlaczego filament kosztuje tyle, ile kosztuje?

Filament, magiczny drut tworzywa sztucznego, bez którego drukarka FDM jest tylko bardzo drogą ozdobą na biurku, kosztuje zwykle od 50 do 150zł za kilogramową rolkę. Mówię oczywiście o PLA i ABS, bo inne materiały bywają droższe. Często słyszę głosy typu „hurr durr czemu tak drogo”, albo „przecież granulat to 5zł za kilogram, ale oni nas okradają”. Zatem pozwólcie, że wyjaśnię.

Filament jest tłoczony z granulatu – drobnych granulek wielkości ziaren grochu. Granulaty są różne, jest wielu producentów, gatunki… Różnią się parametrami, i jest ich bardzo wiele – każdy materiał ma swoją kartę produktu. Dlatego owszem, za 5zł za kilogram, można dostać granulat, ale pod warunkiem, że zamówimy kilka ton i będzie to granulat średniej jakości (patrząc przez pryzmat zastosowania w druku 3D). Producenci zamawiają coś, co się nazywa „Big bag” – paczka na europalecie, w której znajdziemy tonę takiego granulatu. Koszt to ok 8 tysięcy złotych, plus oczywiście koszt transportu europalety ważącej ponad tonę.

No ale filament musi mieć kolor (zwykle). I to nie byle jaki, bo jakbyście kupili 2 szpulki czerwonego filamentu od jednego producenta i miałyby zupełnie różne odcienie, albo, o zgrozo, odcień filamentu zmieniałby się w obrębie jednej szpuli, to byłaby wielka afera, że jak tak można, że producent do dupy itp. itd. – barwniki są ściśle dobierane wg palety kolorów (zwykle paleta Pantone, ewentualnie RAL), są mieszane z granulatem w określonej proporcji. Koszt barwnika to okolice 100zł za kilogram, na tonę granulatu potrzebne jest 20kg barwnika. No to mamy już 10 tysięcy za tonę materiału. Ale czy na pewno?

Aby rozpocząć produkcję, musimy zasypać wytłaczarkę, rozgrzać, zacząć tłoczyć, chwycić nitkę i przeciągnąć przez całą linię produkcyjną aż do nawijarki. Potem trochę materiału idzie na zmarnowanie, żeby ustabilizować produkcję (finalna kalibracja temperatury i prędkości tłoczenia filamentu dla uzyskania odpowiedniego odcienia, kształtu i średnicy). Przy wygaszaniu produkcji musimy przepuścić trochę czyściwa dla usunięcia resztek materiału z maszyny. Jeśli jest to filament z górnej półki, to produkowane jest ok 8 rolek na godzinę, co przy 8-godzinnej zmianie teoretycznie daje 56kg, zakładając pół godziny na rozruch i pół na wygaszenie linii produkcyjnej. Przy rygorystycznej kontroli jakości (średnica filamentu mierzona laserem, każda odchyłka od średnicy większa niż 1% dyskwalifikuje całą szpulę, jeśli chcemy uzyskać dobrej klasy materiał, do tego regularnie porównywany kolor z próbnikiem z palety…) – powiedzmy, że z tony materiału finalnie wychodzi ok 800kg filamentu, tak średnio.

Tylko, że nikt w obecnych czasach nie kupi filamentu w luźnym zwoju – plącze się to to jak szalone, a splątany filament 10 minut przed końcem kilkugodzinnego wydruku to ostatnia rzecz, którą 3drukarz chce zobaczyć (no, poza spaloną chatą z powodu awarii drukarki). Trzeba kupić do tego wszystkiego szpule. A szpule nie mogą być byle jakie, bo jak będą brzydkie, to niestety ludzie ocenią materiał po okładce i uznają, że filament jest kijowy – ładna, bezbarwna szpula, na której równo nawinięty filament prezentuje się niczym 18-letnia, bursztynowa whisky w kryształowej butelce, to koszt 4-5zł za sztukę, zakładając, że zamówimy od razu całą paletę. Szpuli luzem klientowi nie można wysłać, trzeba jeszcze pudełko – koszt zamówienia projektu u grafika, zamówienia wykrojników i samego zlecenia pudełek w drukarni powoduje, że pudełko to kolejne 5zł, jeśli chcemy mieć kolorowe pudełko, a nie eko kartonik – eko z prostym wzorem kosztuje w okolicach 3,50zł. Żeby filament nie chwycił wilgoci, musimy wrzucić szpulę wraz z paczuszką silica gelu do worka próżniowego, odessać i zgrzać, a to też koszt.

Czyli podsumujmy: ok 8 tysięcy na materiał, 2 tysiące na barwnik, 4 tysiące na 800 szpulek, 3,5 tysiąca na pudełka, 1200zł na worki i 400zł na silica gel. W przybliżeniu daje nam to 19 tysięcy za które mamy 800 jednokilogramowych rolek filamentu – niecałe 25zł za jedną. Jeśli zdarzy się jakaś awaria na produkcji i zerwie się filament podczas nawijania, albo trzeba przeprowadzić prace konserwacyjne i przetłoczyć trochę materiału na zmarnowanie, to dochodzą kolejne koszta.

Więc czemu producent nie sprzedaje filamentu za 30zł za rolkę, skoro tyle go to kosztuje?

Zakładając, że firma jest jednoosobowa i facet wziął kredyt na linię produkcyjną, to zależnie od linii produkcyjnej ma do spłacenia 100 do 500 tysięcy kredytu. Linia nie jest zasilana z baterii słonecznych, ani nie mieści się w sypialni, więc dochodzi ok 5-10 tysięcy miesięcznie za wynajem hali. Do tego koszty utrzymania strony internetowej, abonament za telefon, kasa na waciki… Zwykle ma też na utrzymaniu rodzinę, więc wypadałoby, żeby zarobił przynajmniej te 4 tysiące miesięcznie (jeśli jego żona pracuje). I to wszystko zakładając, że jest na tyle świrnięty, że nie zatrudnia żadnego pracownika i biega przez 8 godzin dziennie po hali produkcyjnej tłocząc filament, a w przerwach między ocieraniem potu z czoła, pleców i innych części ciała wyszukuje w sieci różnych nowinek z branży, żeby nie zostać w tyle, wykonuje setki telefonów do klientów i dostawców, wyszukuje różnych konferencji i targów na które mógłby pojechać, żeby zdobyć klienta. Średnio 15 tysięcy miesięcznie kosztów stałych, jeśli nie zatrudnia pracowników.

Koniec końców, zakładając, że sprzeda tonę materiału miesięcznie, po cenach hurtowych do sprzedawców (bo sam nie ma czasu bawić się w handel detaliczny – przecież biega spocony dookoła linii produkcyjnej), musi za ten materiał zawołać 40-50zł, żeby nie mieć strat. A podatek?

Właściciel sklepu kupuje filamenty w opakowaniach zbiorczych po 20kg. Za materiały i przesyłkę płaci ok 1000zł netto. Rynek jest dość wysycony, więc konkurencja jest duża – on też zwykle ma rodzinę na utrzymaniu, prawdopodobnie rzucił pracę w korpo i fajnie byłoby gdyby zarobił te 4 tysiące, żeby móc spłacić hipotekę za dom, rachunki i może ewentualnie dorzucić się żonie do bieżących wydatków. Zakładając, że sprzeda 200kg miesięcznie, dolicza 20zł marży na szpulce – cena finalna to 70zł netto – ok 90zł brutto.

Czy to jest zdzierstwo? Nie, oni też są ludźmi, pracują, żeby żyć. Nie zarabiają milionów, żeby im wytykać nałożoną marżę.

Recoiling #ink3de #artfilament samples and getting ready to ship them to testers. Stay tuned! #3dprinting @ink3.de

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Maciej Mosak (@mosi2323)