Jedna z górnej półki, czy kilka ze średniej?

Ultimaker, od kiedy mnie poznał, nie chciał siedzieć w swoim domu. Buntował się, kiedy go tam zostawiałem i przestawał działać aż do mojego przyjazdu. W końcu powiedzieliśmy z Bartkiem dość i Ulti wprowadził się do mnie na stałe.

To już szósta drukarka, która stoi w moim pokoju, dzieląc regał razem z Vellemanem Vertexem, 3Novaticą Gate, Prusą i2, Rostockiem Mini i Rostockiem Mini Pro. Ustawiłem je w dwuszeregu, spojrzałem krytycznym wzrokiem i zacząłem się zastanawiać, po cholerę mi to wszystko. Może lepiej byłoby mieć jedną, naprawdę dobrą drukarkę?

Nie. To jest dobre dla osób, które lubią Plug’n’Play. Wtedy kupujesz sobie takiego Zortraxa, stawiasz na biurku, odpalasz ich dedykowane oprogramowanie, zakładasz ich dedykowany filament i wszystko śmiga „od strzała”. Ale jest jeden haczyk.

Wyobraź sobie, że chcesz wydrukować konkretny kształt mikrokanalików, który wyjdzie tylko na warstwie o grubości 0.12mm. A tu suprajs – możesz wybrać tylko 0.09, 0.14 i 0.19. Albo potrzebujesz wydrukować lekki i wystarczająco wytrzymały element do drona, ale nie możesz wybrać precyzyjnie wypełnienia czy ilości konturu, bo masz tylko opcje „full”, „hard”, „medium” i light. Już pominę jakże szalony pomysł używania filamentów, których Zortrax nie ma w ofercie. Także Plug’n’Play jest dobre, jeśli chcesz po prostu mieć coś co działa, i nie myśleć, ale nawet nie próbuj mieć jakichś nietypowych potrzeb.
To w takim razie coś tańszego.

I tu pojawia się dylemat. Bowden, czy direct? Grzany stół, czy dwie głowice? Delta, cross czy brama? Filament 1,75mm, czy 2,85mm? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Jeśli drukujesz z miękkich filamentów, dobrze jest mieć ekstruder typu direct, bo guma i bowden nie są dobrymi kochankami. Grzany stół przydaje się przede wszystkim przy wydrukach z ABSu, bo resztę materiałów można jakoś przemęczyć na magicznych podkładkach typu „Buildtak”, „Gamplate”, „Coropad”, czy po prostu starej, dobrej, niebieskiej taśmy. Cross sobie radzi dobrze z szybkimi wydrukami, bo stół nie lata w przód i w tył, więc nie ma bezwładności. Brama ma prostą konstrukcję, więc jest najbardziej bezawaryjna, ma też dużo miejsca na ekstruder typu direct. Delta po prostu wygląda tak epicko podczas drukowania, że można godzinami wytaczać mózg patrząc na nią. I jest nawet szybsza od crossa (ale troszeczkę mniej dokładna).

Filamenty 1,75 są łatwiej dostępne, a silnik ekstrudera się mniej poci próbując je przepchnąć, ale jak jesteś hardkorem i masz głowicę 3mm, to możesz założyć dyszę 2mm (do zrobienia samemu, bo raczej nikt nie sprzedaje) i robić olbrzymie wydruki w kwadrans zamiast tydzień. Oczywiście z mniejszą dokładnością, ale czasem po prostu nie jest potrzebna. Dwie dysze są dobre, jak chcesz zrobić coś z rozpuszczalnymi supportami. Ale wtedy musisz jeszcze kupić myjkę ultradźwiękową i duże ilości środków uspokajających.

Więc którą najlepiej wybrać, jeśli chce się robić dużo różnych rzeczy? Wszystkie. A przynajmniej jeden cross/corexy/hbot na podwójnym bowdenie i jedną bramę na direct. Jeśli znasz się na tym, albo zamierzasz się zagłębić w temat, warto mieć kilka, skrajnie różnych konstrukcji. Takie rozwiązanie ma też jedną zaletę, której nie przebije nawet najlepsza drukarka – można drukować wiele rzeczy na raz.

Vertex miał dwie dysze na bowdenie, ale nie miał grzanego stołu. Był przez rok moją jedyną drukarką i brak tego stołu mocno dał mi się we znaki. Stół zamontowałem, ale to wciąż był bowden.

Gate ma direct i heatbed, ale stół lata w osi Y, więc drukowanie większych obiektów szybko jest upierdliwe. No i otwarta konstrukcja czasem jest podatna na przeciągi.

Prusa i2 to tani wół roboczy który ze swoim directem mieli gumę jak szalony. W sumie nie ma jakichś szczególnych zalet ponad inne drukarki poza tym, że jest banalnie prosty w konstrukcji i ma duże wsparcie wśród społeczności, jako, że był jedną z pierwszych ogólnodostępnych drukarek na świecie. W zasadzie wszystko tam się da naprawić młotkiem i kluczem w rozmiarze 13mm (ach, te pręty gwintowane…).

Ultimaker Original jest aktualnie jedyną drukarką jaką posiadam, w której można zobaczyć filament 2,85. Czasem to się przydaje, zwłaszcza, jeśli taki filament się przypałęta i coś trzeba z nim zrobić.

Obie delty to obiekty eksperymentalne. Rostock Mini i Rostock Mini Pro mają sprawić, że nauczę się pracy z deltami, poznam ich słabe i mocne strony, a później zaprojektuję deltę zdolną do drukowania człowieka w skali 1:1.

A kto to wraca ze mną z Poznania? #ultimaker się stęsknił! #3dprinting #3dprinter #3dtuning

Film zamieszczony przez użytkownika Maciej Mosak (@mosi2323)