Sen jest dla słabych.

Cóż za produktywny wieczór!
Albo noc, co kto lubi. Od razu po przyjeździe z rodzinnego domu usiadłem do drukarek i dzieje się więcej, niż bym się spodziewał na dziś.
Uruchomiłem do końca Prusę i2 – dostroiłem stepsticki, skalibrowałem ilość podawanego filamentu i eksperymentowałem z prędkościami. Ciekawostka – brakowało mi momentu na silniku ekstrudera i zacząłem analizować czy mikrokroki są mi właściwie w nim potrzebne. Bez mikrokroków musi zrobić ponad 20 kroków, żeby podać filament, co oznacza, że przy pełnym momencie silnika mam aż 0,05mm dokładności przy podawaniu materiału! Co prawda dźwięk silnika stał się mniej melolodyjny przez zmianę częstotliwości (wcześniej było 16 mikrokroków na krok), jednak drukarka dostała dzięki temu małego kopa.
Przy okazji zabrałem się po raz kolejny za męczoną przeze mnie już 2 lata deltę – Rostock Mini, o której niedługo napiszę obszerniej (i wytłumaczę czemu to do cholery tyle trwa 🙂 ) – tutaj też powalczyłem z silnikiem ekstrudera, a potem, po uruchomieniu, wpadłem na szalony pomysł – jak właściwie zachowa się wydruk, który będzie drukowany do góry nogami? Teoretycznie dla zwykłych wydruków to nic nie zmienia, ale mam wrażenie, że to może otworzyć przede mną nowe horyzonty przy drukowaniu elementów wymagających dużej ilości supportów bądź mostów. Muszę popróbować z kilkoma modelami, ale zapowiada się obiecująco. Niestety delta nie jest wystarczająco sztywna, a na dolnej platformie jest pozakładane pełno gratów, więc radośnie się buja na wszystkie strony korzystając ze swojej bezwładności.
A w międzyczasie, mój nieśmiertelny wół roboczy, jakim jest poczciwa 3Novatica Gate 1.0 walczy sobie drukując mocowania E3D V6 pod delty, których niedługo zacznie się u mnie mnożyć. A i sama Gate czeka na modyfikację – oryginalne pręty gwintowane chcę zamienić na trapezy, a jeśli się uda, to wymienię profile i wałki na dłuższe i zwiększę pole w osi Z z 20 do 45cm.